Niewiarygodne a jednak prawdziwe

Gdy nasz patron miał kilka lat, wyjrzał przez okno na ulicę i zauważył spacerującego oficera rosyjskiego. Ponieważ malec był dumny ze swych żołnierskich przodków, postanowił opluć przechodnia. Rozłoszczony i awanturujący się żołnierz natychmiast wbiegł na górę do mieszkania. Małego Stefana znaleziono schowanego pod łóżkiem. Na szczęście żołnierz przyjął przeprosiny. Zdarzyło się to podczas wojny polsko-bolszewickiej. Kapitan Rowecki mimo wichury jechał nocą samochodem, przewożąc rozkazy. Auto prowadził młody żołnierz, który w pewnym momencie gwałtownie zahamował. Przestraszony, wyjaśnił swemu dowódcy, że przed maską samochodu zobaczył kogoś, kto kazał mu się zatrzymać. Gdy chwilę później kapitan wysiadł z samochodu, oświetlając latarką drogę udał się na krótki spacer. Jakież było zdziwienie Stefana Roweckiego, gdy wkrótce jego oczom ukazał się zerwany przez wichurę drewniany most. Pewnego dnia dowódca 55. pułku piechoty w Lesznie pułkownik Rowecki wyjechał służbowo do Warszawy. W tym czasie do leszczyńskiej jednostki na kontrolę przyjechał z Poznania jego przełożony, generał … Kędzierski. Dociekliwy dowódca stwierdził, że w leszczyńskim pułku istnieją pewne niedopatrzenia, o czym poinformował pułkownika Roweckiego na piśmie, polecając jednocześnie surowego ukarania winnych. Zdenerwowany, przyszły patron naszej szkoły natychmiast założył galowy mundur i udał się do Poznania. Tu zameldował generałowi Kędzierskiemu, że to on, jako dowódca jednostki jest odpowiedzialny za wszystko, co się w niej dzieje, prosząc jednocześnie o karę dla siebie. Gdy pułkownik Rowecki służył w leszczyńskim pułku, miało miejsce wydarzenie, w którym niemal nie zginęła jego jedenastoletnia wówczas córka Irena. Podczas wycieczki do lasu dziewczynka poprosiła ojca, by mogła sama pojechać konno. Gdy ten zgodził się, uszczęśliwiona nastolatka nie słuchała pouczeń ojca. Szybko szarpnęła cuglami, a koń natychmiast ruszył galopem. W czasie tej wariackiej jazdy leśnym duktem dziewczynie wyleciały lejce z dłoni. Stopy wypadły ze strzemion a przestraszona Irena trzymała się tylko końskiej grzywy. W tym czasie wystraszony ojciec dosiadł drugiego konia, dogonił córkę, mocno chwycił ją za ramię i kark, uniósł w powietrze i posadził na „Zuli” – koniu, na którym sam jechał. Gdy podczas okupacji córka generała „Grota” zaręczyła się, jej ojciec postanowił zobaczyć swego przyszłego zięcia. Ze względów konspiracyjnych i bezpieczeństwo komendanta głównego Armii Krajowej do spotkania doszło w jednej z warszawskich kawiarni. Pani Irena siedziała przy tym samym stoliku co jej narzeczony. Generał „Grot” usiadł kilka stolików dalej i z pewnej odległości przyglądał się ukochanemu swej córki. Niewiarygodną wydaje się informacja, że Stefan Rowecki jako uczeń gimnazjum musiał powtarzać klasę trzecią. Po latach ta sama przykrość spotkała jego córkę Irenę, choć przyczyny pozostania obojga na drugi rok w tej samej klasie były zupełnie inne. Nasz patron co prawda otrzymał pozytywne oceny ze wszystkich przedmiotów, ale na jego świadectwie szkolnym znajdowała się informacja, że trzynastolatek zostaje usunięty ze szkoły ze względu na niewłaściwe zachowywanie się. Ostatecznie pani Rowecka ubłagała dyrektora, by ten pozwolił chłopcu kontynuować naukę, choć ponownie w klasie trzeciej. Z kolei córka ówczesnego pułkownika nie zdała corocznego egzaminu do kolejnej klasy, gdy była uczennicą Państwowego Gimnazjum Królowej Jadwigi w Warszawie. Od przebywającego wówczas w Lesznie ojca trzynastolatka otrzymała długi list. Stefan Rowecki zażądał w nim, by Irena w następnym roku szkolnym otrzymywała oceny co najmniej dobre. Tak też się stało.

opracowanie: Krzysztof Blandzi